Hello Tajlandia

                                            Mamo, Tato – cały czas chodzę w serduszku, które daliście mi w dniu wylotu, więc to prawie tak, jakbyście przeżywali każdą przygodę razem z nami. 

-=-

Zacznę od tego, że dostanie się do Tajlandii nie czyni z ciebie podróżnika. Wiem, sam się zdziwiłem. I choć może będąc w Polsce wydaje się to egzotyczne, sama podróż tutaj to wyłącznie siedzenie w wygodnym fotelu, oglądanie Kung Fu Pandy i spanie z zatyczkami w uszach przykrytym ciepłym kocykiem… BANG! Jesteś w Tajlandii!

Nie żegnaliśmy się z nikim, bo przecież spotkamy się ze wszystkimi, których kochamy jeszcze trylion razy, pokazując im uroki Nowej Zelandii czy spędzając rodzinne wakacje z Rogusiowymi i Bieńkowymi Seniorami, chociażby w Tajlandii. Jesteśmy tu 4 dni i już wiem, że na pewno Was tu kiedyś zabierzemy. I to niejeden raz.

 

P7210066
Póki co spoko, bo zimno. Tajlandia to bardzo turystyczne miesjce – więcej tu turystów, niż miejscowych

Witamy w piekle

Pierwsze co zauważasz na miejscu (nie licząc tego, że wszyscy są Jej wzrostu hehe) to to, że twój samolot chyba pomylił cel i wylądował na Szóstym Poziomie Piekła. Chmura gorącego, dusznego, lepkiego powietrza bucha ci w twą nieprzygotowaną europejską twarz niczym oddech smoka.

– Boże, czy to już tak będzie zawsze?!

Jest niesamowicie gorąco, twój plecak waży minimum tonę, nie wiesz gdzie jesteś i co masz teraz robić. Pierwsze minuty są dezorientujące. Na szczęście Tajlandia jest takim miejscem, gdzie co chwila spotykasz miłych ludzi i tak oto 5 minut później jedziesz do centrum taksówką z parą Holendrów: Arne i Fenna, nauczycielami, którzy przyjechali na 3-tygodniowy urlop. Niestety kierowca nie był w stanie zrozumieć, że można przewieźć kilka osób razem, więc nie oszczędziliśmy nic, oprócz spalin. Trudno, i tak o cenach mieliśmy się wszystkiego dowiedzieć dopiero w przyszłości.

W samolocie jak to w samolocie. On jest tą osobą, która po 24 latach mojej wesołej egzystencji, wreszcie nauczyła mnie grać w szachy. Tysiące metrów nad ziemią. Przegrałam. Oparłam na Nim głowę, zarzuciłam na Niego nogi i ni stąd ni z owąd, już lądujemy. Wszyscy klaszczą. O dziwo, na pokładzie było, łącznie z nami, 6 polaków. Każdy z miną: „serio?”. Łamię więc stereotypy: nie tylko Polacy klaszczą w samolotach! Natomiast On, jak na klasycznego polskiego Janusza przystało, zabrał wręczone nam zatyczki do uszu, a nawet niebieskie skarpety po pachy, wykonane z materiału, przypominającego bardziej gąbkę do mycia naczyń niż mięciutką bawełnę.

Niby przez przypadek.

P7210072

P7210073

 

Hotel okazał się niezły, jak na standardy europejskie. Na tajskie był chyba wybitny: drzwi na kartę, moskitiera w oknie i klima pod sufitem – czego chcieć więcej? Trochę luksusu przez pierwsze dni nie zaszkodzi. Duży plecak do pokoju, mały worek na plecy – wychodzimy!

Biorąc prysznic, chcąc czy nie chcąc, myjesz od raz całą łazienkę. Bo przecież nie ma tu czegoś takiego jak kabina czy zasłonka. Jest za to główka od prysznica, zawieszona tuż nad toaletą. Rozwiązania z rodzaju tych praktycznych. Po 5 minutach zgubiliśmy już drugą kartę do pokoju. No ok, ja zgubiłam. On powtarza: „widziały gały, co brały”, więc cały nasz dobytek życia jest pod Jego opieką. Trochę bahtów do naszego wyjściowego worka, a reszta pieniędzy ląduje, zawinięta w skarpetki w renifery, pod łóżkiem. 

P7210248

P7210255

Słodka niewiedza

Co robisz przez pierwsze minuty w Bangkoku? Jesz wszystko co jest możliwe! A że jedzenie stoi tu co 2 metry i kosztuje grosze, jesz naprawdę dużo! Pad thai, czyli makaron z warzywami i krewetkami za 4 zł, do tego marakuja, zblendowana z lodem za 3, to absolutny hit! Idąc po wąskich, zatłoczonych uliczkach, uderza cię mocny zapach przypraw, który co jakiś czas ustępuje smrodowi dojrzewających na słońcu rybnych części. Po chwili kupujesz japonki, bo nawet super przewiewne buty nie dają tu rady. Następnie szybki drink, mapa miasta i przed siebie!

Tajki potrafią oszukać przeznaczenie. Co jeden metr stoi tu uśmiechnięta babuszka, lat 308, podająca Ci raj na plastikowym talerzu. Prawie tak dobre, jak świąteczn0-babcinne pierogi z kapustą i grzybami. Naszą główną i ulubioną tajską rozrywką jest, bez wątpienia, próbowanie nowych smaków. Spodziewałam się dań z ogromną ilością małych, czerwonych papryczek chilli. Zamiast tego uderzyła mnie tona brązowego cukru, dodawana dosłownie wszędzie: do makaronów, zup, mięs czy kaw. Plus 3kg w 2 tygodnie to minimum. Głupie chude Tajki! 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tajlandia jest miejscem, gdzie pod wielką złotą kaplicą śpią bezdomni, albo ogromne centrum handlowe przechodzi płynnie w slumsy. Taka Łódź z palmami

 

Idąc przez miasto bez większego celu i orientacji już po pół godzinie żałujesz, że nie kupiliście sobie słomianego kapelusza. Tutejsze słońce nawet w porze deszczowej potrafi być zabójcze. Wreszcie doszliśmy do jednej z głównych atrakcji – Wielkiego Buddy. Tutejsza kultura zadziwia połączeniem przepychu i złota z prostotą bosych mnichów, kwiatów i kadzidełek. Tajowie wydają się być prawdziwi w tym, co robią. Do Świątyni pozwalają nam wejść o ile zdejmiemy buty, a Ona przykryje nogi materiałem.

Zaczynam podejrzewać, że pora deszczowa to jakieś kłamstwo. Cały czas jest 35 stopni i duchota na zewnątrz. Odkąd tu jesteśmy, raz spadł deszcz, który raczył nas swoją obecnością całe długie 5 minut. On oczywiście nie zawraca sobie głowy takimi głupotami jak posmarowanie buzi kremem z filtrem. Tym sposobem ja cieszę się już prawie brązowymi nogami, a On twarzą o odcieniu wściekłej czerwieni, pomieszanej z białymi plamami po okularach.

 

Tłumy, tłumy

Tajlandia, a na pewno Bangkok żyje z turystów i widać to aż nazbyt dokładnie w centrum. Wyobraź sobie mrowisko sklepów, sklepików, stoisk, koszyków, wózków, kanap do masażu, kuchni polowych, obwoźnych sprzedawców, skuterów i tuk-tuków w stężeniu tysiąc na metr kwadratowy. Na szczęście wystarczy kawałek odejść od głównych ulic żeby zobaczyć starą babinę układającą stertę kartonów z czymś, o co lepiej nie pytać czym jest i kiedy skończyła się temu data ważności; buddyjski mnich w pomarańczowej todze usiadł w cieniu i pije colę z reklamówki przez słomkę; elegancki młodziak podjechał wypucowanym skuterem pod blok i przegląda się w lusterku czekając na swoją randkę. Uśmiechnięty od ucha do ucha kucharz zaprasza Cię na obiad twojego życia choć jeszcze tego nie wiesz. Podał ci zupę, która dosłownie zmieniła twoje życie! Jest tak pyszna, że nawet nie przeszkadzają ci muchy latające dookoła talerzy. Cztery złote.

 

Jeśli jesteś z Gdańska, to przez cały sierpień narzekasz na tryliony ludzi, błąkających się bez celu po Jarmarku Dominikańskim. Pomnóż to razy tysiąc i: Witamy w Tajlandii! Tej turystycznej Tajlandii. Bardzo polecam Wam skręcenie w małą w uliczkę, potem 3 razy w prawo, 2 razy w lewo i 15 minut przed siebie, bez większego celu. Wtedy poznacie prawdziwą odsłonę tego kraju. I gwarantuję, że też się w niej zakochacie. Musicie tylko zagryżć zęby, kiedy szczur przetnie Wam drogę, dosłownie centrymetr od Waszej bosej stopy w japonkach.  Zjedzcie też  w miejscu, które przypomina coś na kształ naszego Baru Mlecznego, gdzie spotkacie samych miejscowych, a uwierzcie: oni najlepiej wiedzą co najlepsze w ich kraju!  

P7210217

My friend!

Tajowie nie są zbyt zamożni i dojenie turystów to dla wielu sposób na godne życie. Nie ma co ich winić ale kiedy setny raz, cwaniak 150cm woła do ciebie „hey my friend suit for you good price wait” – masz ochotę odpowiedzieć mu „f-ck you and your little suit my friend”. Tak, sprzedawcy garniaków to banda cwaniaczków i stoją tu na każdym kroku…

Pewnie tak jak wszędzie na świecie ludzie tu dzielą się na tych spokojniejszych, którzy przez swoją codzienną ciężką pracę, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, próbują zarobić na lepsze życie; oraz tych, którzy wolą zrobić to szybciej z małą pomocą niewiedzy i naiwności chodzących dolarów, jaką są w ich oczach turyści.

 

Rząd jednak wspiera turystykę opłacając przewodników w ważnych punktach turystycznych. Można ich rozpoznać po zielonych t-shirtach i po tym, że zawsze spytają się jak samopoczucie, ile dni w Bangkoku, co już widziałeś i czy chcesz żeby pokazać ci na mapie fajne miejsca za free. A potem zamówią ci tuk-tuka do hotelu i powiedzą kierowcy, że ma od nas wziąć 50 bahtów, a nie 200. Kochani.

Niestety czasem naprawdę można się naciąć. Najlepszym przykładem jest fakt, że nie istnieją tu jakieś szywne normy czy paragony, ceny są płynne i zależą od cen konkurencji, pory roku, pory dnia, odległości od centrum i tego, ile się wytargujesz. Trzeba być uważnym.

– Kochanie, załatwiłam nam wycieczkę do Floating Marketu i China Town za 3 złote!

I wpadłam w sidła Tuk-Tukowej Mafii. Ale o tym kiedy indziej! 

-=-

P7220178

P7220155

P7230018.jpg

P7220002.JPG

P7230014.jpg

P7230025.jpgP7220079_.jpg

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

One thought on “Hello Tajlandia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s