Lepiej dawać, niż brać

Pobudka o 6:30, będąc na czymś podobnym do wakacji, nie jest najfajniejszym uczuciem. O 7:30 podjechał starszy, wesoły Taj – oczywiście Toyotą Hilux. Tajowie chyba dostają Hiluxy do obiadu albo pod choinkę, bo jest to co drugie auto mijane na ulicy. Jako, że nie należymy do listy Forbesa „100 najbogatszych ludzi” (jeszcze), wykupiliśmy najtańszą wersję, czyli pół dnia ze słoniami. Na całe szczęście ktoś się nie zjawił i zaproponowano nam cały dzień bez dopłacania. Po długim, 3-sekundowym zastanowieniu, zgodziliśmy się na najlepszy dzień w naszym życiu. 

To wcale tak nie wyglądało! Jako początkująca Perfekcyjna Pani Domu, poszłam o poranku do hostelowego lobby, zrobić nam kawę za 0 polskich. On natomiast postanowił ubrać pelerynę niewidkę i zniknąć bez uprzedzenia. Podjeżdża nasz transport, a Jego jak nie było, tak nie ma. Zatem już z samego rana przebiegłam maraton, wykrzykując Jego imię jak szalona fanka. A tę jakże trudną decyzję, czy spędzić cały dzień ze słoniami za połowę ceny, musiałam podjąć sama. Ja twardzielka i Zosia Samosia! W końcu wrócił…

Taa… Wyskakujesz na dosłownie 3 minuty ogarnąć antykomara żebyście nie umarli, wracasz i dostajesz gównoburzę. Ale w drogę! Wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, że taka zwykła „atrakcja turystyczna” może wywołać tak wielkie pokłady, takich wiecie, prawdziwych, pozytywnych emocji z serca!

 

P7260027
Zgadnijcie, która z dziewcząt, jako jedyna nie wzięła gumki do włosów…

Kumple w biedzie

Wsiadamy na hilusiową pakę i poznajemy naszych przyszłych kumpli: 2 Niemki (jedna normalna – brzydka; druga dziwna, bo całkiem niezła…), świeżo upieczona hiszpańska młoda para, 2 Niegadające-Z-Nami-Chinki i nasi ulubieńcy: tata Francuz Thierry i syn Diego z Belgii. Patrząc na nich, nie wyglądają na zżytych. Prawie nie rozmawiają. Być może dystans lub rozwód oddalił ich relację, skoro mieszkają w różnych krajach i widują się tylko na wakacjach.

Nikt nas nie uprzedził, że oprócz wycieczki do wioski elefantów, dostaniemy w gratisie 1.5h przejażdżkę rollercoasterem. Na pace. Plus powrót. Był to kręty jak boa górski asfalt i typowy offroad w stylu Chiang Mai – Dakar. Cała ekipa miała miny w stylu „jak zaraz nie dojedziemy, to puszczę pawia”. Po drodze złamaliśmy kilka praw fizyki, przykładowo: zjeżdżanie z górki o kącie nachylenia 70 stopni. Uff! W końcu trafiliśmy w sam środek gór i dżungli, do odciętej od świata wioski słoni. PRZE – PIĘ – KNIE!

 

P7260070.jpg
Wyjście z Hilusia było porównywalnie spoko, co jazda na słoniu

Stary Taj i jego Raj

To jedno z tych miejsc, które widzisz na zdjęciach w internecie i myślisz sobie: „photoshop…”. Dotarliśmy do raju! Wita nas Mr Sun, właściciel tych najpiękniejszych 6 hektarów, jakie w życiu widziałam. Jest to człowiek o dobrym serduszku, ciepłym uśmiechu i o miłości do słoni jak z Gdańska do Tajlandii. Stary kawaler, który życie w pełni poświęcił zwierzętom, a swoje słonie nazywa Córkami i Synami. I tak też je traktuje. Przebieramy się w czerwono-niebieskie stroje, stylówka nieco zgapiona od Flintstonów. Pan Słońce nauczył swoje dzieciaczki, że te kolory oznaczają banany, szczęście i pełny brzuszek.

Mr Sun to bardzo szczęśliwy człowiek, który robi to, co kocha. A kocha słonie. 24 lata temu wykupił od państwa kawał dziewiczej dżungli, posadził trawę, pobudował domki, płotki, zagrody i ścieżki, zatrudnił i przeszkolił 20-osobowy personel i zajmuje się 9-cioma słoniami. Jako buddysta nie używa łańcuchów i haków, zamiast tego wychowuje swoich podopiecznych tylko za pomocą bananów, arbuzów, trzciny cukrowej, ogórków i innych smakołyków. Aby Pan Słońce mógł utrzymać ten raj, potrzebuje turystów. Ich pieniądze opłacą pracowników i 300kg jedzenia dziennie dla każdego giganta. Jeśli słonie będą szczęśliwe, turyści również i tak oto wygląda tutejsze koło życia.

 

P7260369_2.jpg
Mr Sun opowiadający nam o swoim podejściu do życia, m.in. o tym, że lepiej jest dawać, niż brać.

 

Dzień Mr Suna wygląda tak: rano jedzie do miasta po grupę turystów, przywozi ich do swojej wioski w górach, opowiada o słoniach i o swojej misji, uczy ich szacunku i miłości, potem karmienia i jazdy. Wieczorem odwozi ich do hoteli i wraca do swojej ostoi. Przed zachodem słońca ścina 2-metrową trawę dla słoni i kładzie się spać w chatce z bambusów, gdzie zasypia przy akompaniamencie świerszczy, dźwiękach nocnej dżungli i pomrukach wolno chodzących, niczym nieskrępowanych słoni. Rano wstaje i zaczyna kolejny identyczny dzień od nowa. I tak w kółko, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku.

Sun mówi, że będzie robił to już do końca życia, ponieważ jego słonie go kochają i czują się przy swoim Papie bezpiecznie. Inspirujący facet!

 

P7260177.jpg
Patka, jak zwykle, zdobywa nowych przyjaciół po minucie przebywania w nowym miejscu…

Pierwsza randka

Nauczono nas mówić po słoniowemu! Standardowe szkolenie na poskramiacza słonia przewiduje 21 komend. Nas wtajemniczono w 7 najważniejszych, a to co najczęściej powtarzasz to: „PAJ”- czyli jedź do przodu kochany wielkoludzie! Niesamowite jest uczucie, kiedy wkładasz kilka bananów do paszczy większej niż cały ty, a ten stojący koło ciebie olbrzym, macha uszkami, merda ogonkiem i widzisz, że jest tak samo szczęśliwy jak ty!

 Pracownicy przyprowadzają do nas cztery olbrzymy. Ale jak wejść na słonia?

Dobre pytanie! Szczególnie kiedy masz 159 cm wzrostu…

„SangSung!”. Słoń podnosi i zgina swoją wielką łapę, żebyś mógł wejść po niej jak po schodku, łapiesz za ucho, ciągnieeeesz… Hmm… Siedzisz. Bardzo dziwne uczucie…

Nasz słoń nazywa się Kurab i skradł nasze serduszka od razu! Bo jak tu nie kochać takiego dużego łobuziaka-leniwca?! Krótkie szkolenie, karmienie, próbna przejażdżka i beng- ruszasz w dżunglę!

13775619_801342573300170_5398642933225589223_n
Kurab, nasz kochany ziomek! Jeszcze niezbyt wielki, bo lat około 17 (słoniki dożywają do 90)

Praaawoo, leeewooo!

Utworzyliśmy korowód z 4 słoni + jeden 5-letni słoń chłopiec „baby elephant, very naughty” i ruszyliśmy gęsiego przez dżunglę. Słonie chodzą bardzo wolno i co 3 metry się zatrzymują, ponieważ są nauczone, że kiedy staną, ktoś przekupi je smakołykiem, aby szły dalej. Miejscowi kręcili się wokół, aby czuwać nad ewentualnymi groźnymi sytuacjami. Poważny wypadek na słoniu mógłby doprowadzić wioskę do finansowego upadku. Podrzucali nam banany, robili zdjęcia i czasem strzelali z procy w okoliczne krzaki. Do dziś nie mam pojęcia, co kryło się w tych krzakach…

Po godzinnej jeździe po dżungli, umierasz z gorąca, więc wskakujesz ze słoniami do rzeki: one oblewają cię wodą ze swoich trąb, chlapiecie się i czujecie, że żyjecie na 101%! Jesteś brudny, spocony, najedzony wrażeniami i prze-szczę-śli-wy! I już rozumiesz Mr. Suna, wiesz po co robi to, co robi i dlaczego tak to kocha. Ty już po jednym dniu, nigdy nie chcesz opuszczać tej dżungli, a Kurab to twój ukochany słonio-ziomek.  Jeśli nie przedłużą nam wizy w NZ (trochę nie biorę tej opcji do głowy!) to będę namawiać Go na 3-miesięczny wolontariat w totalnej puszczy, gdzie byśmy zasypiali wśród słoni, budzili się wśród słoni, jedli ze słoniami, kąpali ze słoniami i uczyli się od siebie nawzajem. No kocham słonie!

Pan Słońce ostrzegł nas, że „some people puke”. Najpierw ten offroad, a teraz to? Mój brzuch nie był najszczęśliwszy na tę wieść. Niestety należę do ludzi, którym nie przeszkadza  wirowanie w kosmosie z prędkością 1600km/h, za to nigdy w życiu nie wejdą na dziecięcą karuzelę. 42 stopnie w cieniu oraz brak wody nie pomagały. Na szczęście obyło się bez zwrotów akcji. Moje obawy żołądkowe zostały wstrzymane przez podjarkę związaną z jazdą na słoniu.

13686501_801342866633474_746136672191268905_n
Słonie są mądre i jeśli nikt ich nie krzywdzi, nie chcą robić rzeczy, które nie sprawiają im przyjemności. Jeśli macha uszami i merda ogonem – jest szczęśliwy, że może przewieźć ludzi, którzy w nagrodę dadzą mu pyszne jedzonko, a potem obleją wodą i umyją!

Koniec przejażdżki to wejście ze swoimi słoniami do rzeki obok wodospadu, gdzie wszyscy oblewali się wodą, zmywając z siebie dżunglę. Ludzie słonie, słonie ludzi! Chyba nigdy nie widziałem Jej tak uśmiechniętej! Nie pozostało mi zatem nic innego, jak również otworzyć swoją japę od ucha do ucha i oblewać Ją i Kuraba ciepłą wodą! Wracając do miasta, siedząc na pace, Diego zasypia opierając głowę na swoim ojcu. Thierry uśmiecha się, widać, że jest autentycznie wzruszony.

 Słonie lekarstwem na wszystko! Tylko nadal zupełnie nie rozumiem dlaczego nie mogłam zabrać Kurabka z nami do hotelu…

13680796_801348263299601_4349674823852399355_n.jpg
Uwaga: ostatni etap podróży wyzwala ogromne pokłady szczęścia!

Chcę mieć słonia!

Jazda na słoniu to bezsprzecznie jedna z fajniejszych doświadczeń, jakie przeżyliśmy. Mimo trudu i brudu, z czystym sumieniem polecam to każdemu. Oczywiście tylko wtedy, kiedy ludzie odpowiedzialni za te mądre giganty wiedzą, co robią, szanują je, kochają i nie krzywdzą. Słonie w Tajlandii są objęte ochroną, każdy z nich dostaje swój numer, imię i trafia do rządowej bazy, gdzie pracownicy co kilka tygodni je odwiedzają. Podobno sam Książę otworzył szkołę dla słoni, gdzie wszystkie maluchy przez 2 lata uczą się podstawowych komend i przyzwyczajają do ludzi. Z drugiej strony będąc w zoo widzieliśmy słonie przywiązane łańcuchem z napisem „usiądź na słoniu za 5 zł”. Masakra…

To był zdecydowanie jeden z tych dni, o których będę na starość wspominać podczas niedzielnych obiadków z rodzinką. A co dalej? Otóż wspaniałomyślnie postanowiłam zgubić naszą kartę ze wszystkimi pieniędzmi. I tak oto bez środków do życia ruszyliśmy na Filipiny. Rajskie wypy okazały się nie być wcale tak rajskie jak myleliśmy. 

Ale o tym następnym razem!

-=-

P7260363.jpg
Dla pracowników wioski słoni, są one czymś więcej, niż tylko pracą.
P7260211.jpg
Wolny, najedzony, nieskrępowany słoń, to szczęśliwy słoń!
13620841_801348739966220_873457244276407007_n
Kurab do zobaczenia ❤
Advertisements

2 thoughts on “Lepiej dawać, niż brać

  1. Super pozytywny wpis!
    Oprócz tego byłoby bardzo spoko, gdybyście podawali jakieś praktyczne info, np skąd ogarneliście wyjazd do słoniowej wioski, za ile co jak etc :))
    Pozdrawiam i życzę wszelkiego powodzenia!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s