Ej, którędy na plażę?

Trochę głupio, bo znów spakowaliśmy nasze plecaki i wsiedliśmy w Vana by ruszyć z powrotem, tym razem z północy na południe. Na szczęście podróż minęła dużo szybciej niż w pierwszą stronę i gdyby nie to, że klima ustawiona na -20 wiała nam prosto w nasze ryjki – możnaby rzec, że bezproblemowo.

Przez całe 5 godzin czułam się jak księżniczka z Frozen, śpiewająca „Let it go” na lodowcu. Co dziwne, reszta towarzyszy naszej podróży, była szczerze zachwycona temeperaturą. I tu pojawia się pytanie: „Czy to z całym światem jest coś nie tak, czy może jednak z nami?”.

Obstawiam, że z nami. Jak dwie kostki lodu wysiedliśmy w gorącym porcie wafelków -Puerto Princessa!

Klasyczne filipińskie powitanie, czyli przekrzykujący siebe nawzajem, taksiarze-naciągacze-tuk-tukarze. Każdy marzy o tym, żeby zawieźć cię do twojego hotelu, a słowo „nie” po prostu nie istenieje w ich słownikach. Zawód Kierowca-Cwaniaczek jest tu chyba najbardziej popularną profesją wśród mężczyzn.

P1010070
Światełka na drzewach to świetny pomysł, zwłaszcza w mieście gdzie latarni można szukać ze… świecą.

Brudna Księżniczka

Co można powiedzieć o tym mieście? Jest większe, to raz. A dwa: chaotycznie brudne, nieogarnięte, zasmolone, nieciekawe, parne i dziwne. Nie mógłbym pisać ulotek reklamujących tutejszą turystykę, to na bank. Ale co można powiedzieć o mieście na cypelku raju na ziemii, w którym przez 2 dni szukaliśmy plaży? Biorąc pod uwagę położenie i w ogóle, no trochę się jednak jakiejś spodziewaliśmy. Albo chociaż jakiegoś sklepu, jakiegoś hm… czegoś. Dostaliśmy znów brud, smród i taką ilość spalin, że starczy nam do końca życia. No czy oni nie są dziwni?

To szukanie plaży było akurat całkiem zabawne! Mogliśmy oczywiście kupić mapę za jakieś 2zł albo wziąć darmową z informacji turystycznej. Zamiast tego wsiadaliśmy na skuterek, jechaliśmy przed siebie, raz w prawo, raz w lewo i pytaliśmy się ludzi, stojących razem z nami w korku: „ej, którędy na plażę?”. Wielokrotnie trafiliśmy nad wodę, ale czy coś, co przypomina wysypisko śmieci, można nazwać plażą na rajskiej wyspie?

P1010022
Filipiny potrafią zaskoczyć wspaniałymi widokami w dziwnych miejscach. To zdjęcie zrobiłem przechodząc za śmietniki, z których dzieci wyciągały plastikowe butelki.

Extreme Patulka!

Ktoś nam machnął, żeby skręcić w uliczkę, więc grzecznie pojechaliśmy za jego radą. Przejechaliśmy przez coś, co nazwałbym wioską ale rozciągnięta wzdłuż jednej długiej ulicy – dom przy domu, chata przy chacie, blacha przy blasze. Kilka świnek, kilka babuszek, dużo złomu, każdy śledzi cię wzrokiem z ciekawości co to za zagubione białasy? Czuliśmy się jak modelki na wybiegu, kedy wreszcie dojechaliśmy gdzieś, gdzie była woda. Niestety nie plaża. Z porciku co godzinę wypływały łódeczki z grupkami turystów, których namówiono na niezapomnianą 2-godzinną wycieczkę za 300zł. Usiedliśmy na pomoście i wypiliśmy piwo. Wtedy to przyszedł czas na zrobienie w Jej życiu czegoś iście epickiego! Oto Ona, Patrycja Daria Janina Rogińska, pierwszy raz w życiu pojedzie sama na skuterze! Z grzeczności powiem, że nie było AŻ TAK źle.

Było najlepiej na świecie, przeextra i najsuper! Jak powszechnie wiadomo, jestem kierowcą WY-BIT-NYM, może nieco pechowym, aczkolwiek bardzo utalentowanym! Przerzucam się z 4 kółek na 2 i chcę mieć błękitną Vespę plus bagietkę dla Niego na śniadanie w moim drewnianym koszyczku z przodu! Kiedy tak sobie dzielnie mknęłam wzdłuż filipińskiej drogi, moje poczynania docenił Australiczyk z budki z jedzeniem. Ożenił się z Filipinką, zaadaptował jej 2 córki i porzucił wygodne życie w Sydney i sprzedaje teraz turystom burgery. Mówił, że czasem brakuje mu dobrodziejstw cywilizacji, ale nigdy nie żałował swojej decyzji nawet przez sekundę. A jedzenie? Filipińskie burgery w niczym nie przypominają gdańśkiego Surf Burgera. Jest to bułka z dziwnym mięsem w środku, nie ma tu w zwyczaju położenia liścia sałaty czy plasterka pomidora.

Ykhym… Żeby nie pominąć najważniejszej informacji: siedzisz po nim w toalecie przez kolejne dwa dni… Smacznego.

Jednak wracając do meritum: plażę znaleźliśmy kilka dni później, 40 minut skuterem od miasta i, to trzeba przyznać, była niesamowita! Jedno z fajniejszych miejsc, w jakich były moje małe, acz piękne stopy. Co ciekawe, po drodze spotkaliśmy hiszpańską rodzinkę z naszego hotelu, też na skuterkach (tatko & milf + córka i jej kumpela), szukali tej plaży od kilku dni, tak jak my. Było tak super, że nawet nie przeszkadzało nam zapłacenie jakiemuś niezidentyfikowanemu koleżce za wejście. Złoty piaseczek, zero kamieni, błękitna woda, gorące metrowe fale, palmy i żółwie, które pod osłoną nocy składają w piasku jaja. Magia!

P1010091
Pocztówka z Raju na Ziemii.

 

Bicz dla każdego

Nie było na nią jakichś konkretnych znaków, ale o tym jak ją znaleźć, powiedział nam dzień wcześniej Ron. Ron to 50-letni nauczyciel angielskiego z USA. Poznaliśmy go w naszym hotelu, a dokładniej w jacuzzi. 

Sami z siebie się śmiejemy: „podróżnicy z plecakami i namiotem, a śpią w hotelu z jacuzzi”.  Jak dobrze poszukasz, przejrzysz wszystkie bookingi.com. airasie i inne airbnb, powpisujesz promocyjne kody, znalezione w necie to, hotel o dobrym standardzie, możesz znaleźć w cenie wieleosobowego pokoju w hostelu.  

Częstowaliśmy go jabłkowym piwem, które dzięki nam miał okazję spróbować po raz pierwszy. Tak mu zasmakowało, że zostaliśmy jego ulubionymi ziomkami i przez następne 3 dni, każdego wieczoru spotykaliśmy się w jacuzzi aby posłuchać jego ciekawych opowieści.

 Zwiedził chyba cały świat. Poślubił Filipinkę, którą poznał w Wietnamie, a aktualnie mieszkają ze swoim uroczym, 3letnim bobasem w Korei Południowej. Przyjechali do Puerto Princessy kupić ziemię (można ją kupić tylko jeśli jesteś urodzonym Filipińczykiem, dlatego potrzebny był paszport żony + portfel męża). Co możesz kupić na Filipinach za 10 tysięcy dolarów? Możesz np wybudować wielki dom rodzicom twojej ukochanej. A jeśli dołożyć jeszcze 5 tysięcy, staniesz się posiadaczem 5 hektarów ziemii. Ronald opowiadał nam, że Filipinki marzą o wyjściu za mąż za obcokrajowca, i wcale nie dlatego, że lecą na blond włosy i jasną karnację. Po prostu daje im to możłiwość ucieczki przed wszechpanującą tu biedą. Prawdą jest, że co rusz, widujesz na ulicy piękną, zgrabną i młodą Filipinkę u boku, grubego, odrażającego i starszego od jej ojca typka z europejskim/amerykańskim paszportem.

P1010003_2
Manila z lotu dużego aluminiowego ptaka.

 

Manilla Sky

Przyszedł czas, aby pożegnać się z Filipinami. Polecieliśmy zatem do Manili, by tam poczekać 7h na nasz lot do Malezji. Jak na spryciulków przystało, zostawiliśmy Grzesia i Pingwina na lotnisku i 35kg lżejsi wyskoczyliśmy połazić po stolicy. Dosłownie KAŻDY się na nas gapił. Myślałem, że po tygodniu już się trochę przyzwyczaiłem ale od teraz współczuje celebrytom. Każdy napotkany gość, kobieta, dziecko czy staruszek; na ulicy, na rowerze, na motorze, w samochodzie – każdy zatrzymuje się w tym co robi i bezceremonialnie odprowadza cię wzrokiem jakby widział białego po raz pierwszy w swoim życiu. Mało międzynarodowa ta stolica. Z drugiej strony nigdy nie widziałem większego skupiska 20-piętrowych Hiltonów, Marriottów i innych InterContinentali. Lokaje odprowadzają twoje bagaże w złotym wózku, a twojego Bentleya chowają w podziemnym parkingu, pilnowanym przez gości z bronią, kolczatki, kamery i potrójne szlabany. W hotelu masz Royal Hall, Royal Restaurant, Royal Elevator, Royal WC, basen, saunę i sklep Armaniego, więc nie ma powodu żebyś musiał z niego wychodzić na ulicę. Paranoja.

Oglądaliście Slumdoga, Milionera z ulicy? Właśnie tak wygląda Manila. Kilkuletnie dzieciaczki biegły za nami, wykrzykując i wymachując rączkami: „money, money, give me some money!”. Rodzice wykorzystują też swoich gówniarzy do promowania ich rodzinnych biznesów, jakimi z reguły są sklepy z 2 rodzajami batoników, trzema pocztówkami i puszką coli. W jednej z takich budek kupiliśmy po piwku i czekoladzie, a ostatnie minuty na Filipinach spędziliśmy siedząc na trawce, koło lotniska, obserwując startujące samoloty.

P1010034
Pies w koszulce. Scrolluj dalej.

 

Przyszedł czas i na nas. Papa Manila. Papa Filipiny. Papa motorkowi naciągacze.

Papa piękne wschody słońca i mniej piękne ulewy bez końca.

Pa palmy, wrotki palmy.

Pięć godzin później wylądowaliśmy w Kuala Lumpur, stolicy Malezji. Tutejsza Hindusko-Chińsko-Islamska mieszanka miała gwarantować niesamowite wrażenia i tak też było…

Ale o tym, następnym razem.

P1010045
Paszcza lwa. Albo szczypiec kraba. Ewentualnie smutny duszek.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s