Cztery grzechy Kiwi

Witaj zachodni świecie! Mijają dwa tygodnie od kiedy nasze stopy stanęły na, jak to mawiają Kiwi, „Bottom of the World”. Jakie są nasze pierwsze wrażenia? Jakie zauważyliśmy pierwsze plusy i minusy kraju na końcu świata? Czy wszystko okazało się takie, jak się zapowiadało? Jakie są największe różnice kulturowe? Jako, że narzekanie to nasza narodowa cecha – zacznijmy od minusów! Od czterech rzeczy, które nas irytują, wkurzają, a nawet czasem męczą. No to GO!

#rodzinaadamow

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

Rozdział 1: Hot or Not

Wydawać by się mogło, że przodkowie Kiwusiów – legendarni odważni Brytyjscy kolonizatorzy – mogli wiedzieć coś nie coś w temacie domowego ogniska. Bo na czym innym mieli się niby znać, jak nie na tym? No przypuśćmy, gdybym to ja, jakieś 300 lat temu wyruszył w szaloną podróż życia, wsiadł na statek, miesiącami tułając się w mrozie, wichrze, deszczu i ogólnej niepogodzie – i wreszcie odnalazł ten obiecany, upragniony, niesamowicie piękny kraj miodem, mlekiem i rybą płynący – pierwsze co bym zrobił, to naścinał drzew, nazbierał kamieni, nastrzygł łowiecek i zbudował sobie porządny, solidny, przytulny i ciepły domek! A potem rozpalił w kominku i nauczył tego moje dzieci i dzieci ich dzieci. A dzieci tamtych dzieci dodałyby deszczownicę w łaziencę, centralne ogrzewanie i internet – i było by mega. I byłbym z nich zadowolony, bo widziałbym, że robią dobrze. Oh naiwności moja.

Z niewiadomego powodu, w każdym domu w NZ (a są ich miliony, bo każdy tu ma mały parterowy domek) jest przeraźliwie ZIMNOOO! Jest wilgotno, jest nieszczelnie i ogólnie rzecz ujmując, jest niefajnie. Ściany są jak z papieru, a okna gorsze, niż w domu twoich dziadków i zamykają się na jakiś średniowieczny, naciągano-zapadkowy patent. Lub wcale. Kiwusie siedzą w salonie oglądając Graham Norton Show na 46-calowej plaźmie podczepionej do ściany, kiedy za ich plecami przez jednowarstwowe i nieszczelne okno wieje im po plecach lodowaty wicher. A najlepsze jest to, że wcale im to nie przeszkadza. Na cały dom mają jeden mały przenośny kaloryferek i… dużo koców. Więc trzęsiesz się z zimna owinięty sześcioma kołderkami i przedłużasz wyjście do łazienki o kolejne 10 minut bo szkoda by było stracić nagromadzone ciepełko. Cytując klasyka: „Ja wiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima, to musi być zimno!”. Nie wspominając już o jakiejś ogólnej odgórnej zasadzie – zawsze otwieraj okno w łazience kiedy bierzesz prysznic, wtedy będzie trochę mniej wilgoci i grzyba. Masakracja.

Ci, którzy mają szczęście, sprawili sobie klimę, a właściwie airconditioner – głośną plastikową dmuchawę pod sufitem. Dla nich, to nieefektywne i niezdrowe dmuchajstwo jest niczym remedium na całe zło. Podjarani opowiadają, że już za 2 tygodnie przyjdzie gość który im takie zamontuje! Oj co to się dopiero będzie działo! Spytałem się raz naszej hostki: no dobra, nie znacie centralnego ogrzewania czy gazowego czy kaloryferowego czy pianek uszczelniających czy okien plastikowych czy solarów na dachach, no ale czemu nie macie tu kominków?! „Bo rząd uznał, że będą produkować za dużo smogu i zabronił”… Co do spania to pozostaje nie mieć rano gardła, a w przyszłości dzieci. Serio, mówię o bezpłodności. KAŻDY Kiwi w KAŻDYM łóżku w CAŁYM kraju ma taką podgrzewaną, podłączana do prądu matę wkładaną pod prześcieradło. „Serio? Naprawdę tego nie macie w Europie? Dziwne, tacy niby rozwinięci…”. Oszczędziłem jej pytania o podgrzewane panele w podłodze.

#kiwusie_do_boju

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

Rozdział 2: Mój drogi sklepie

Nie-taka-znów-stara Zelandia, ze względu na położenie, mogłaby być hiperinteresująca pod względem produktów, ich pochodzenia, ich multikulturowej mieszanki smaków, dostępności i wyboru. Nie tak daleko do Chin, prawda? Cały importowy potencjał Azji teoretycznie stoi otworem. Ile produktów, ile smaków, ile przypraw, towarów? Indie, Indonezja, Japonia, Malezja. Tanio, egzotycznie, ekscytująco. Dodać do tego ich brytyjskość i wymieszać z tutejszą lokalnością – BANG! Niestety, kolejne rozczarowanie, bo jeśli chodzi o towary w supermarketach, to jest co najwyżej średnio. Nie ma wielkiego wyboru, towary są głównie amerykańskie, a ceny – zatrważające. Oczywiście nie chodzi o przeliczenie wszystkiego na złotówki i porównanie bo to nie ma sensu. Chodzi bardziej o to, że NZ kojarzyła nam się ze spokojnym, miłym, naturalnym, niemal wiejskim podejściem do jedzenia, do żywieniowo-zakupowego lifestylu, a wyszło wręcz przeciwnie.

Wyobrażaliśmy sobie wszędzie mały ryneczek, i że tu farmer Johny, którego każdy zna przywozi swój ser i mleko, pszczelarz Georgy miodek, piekarz Andrew bułeczki, a rzeźnik Tom mięsko. Myśleliśmy, że przywita nas tu jedzeniowe zdrowie, lokalne szczęście i rozsądne portfele. Okazało się, że przywitały nas dwie, wielkie sieci supermarketów – podzielone swymi monopolistycznymi rządami po jednej na każdą wyspę. A w nich amerykańskie, niezdrowe jankfoody i trochę lokalnych, baaardzo drogich towarów… Cola, Fanta, Pepsi, Mountain Dew, 7Up i cała aleja innego słodzonego syfu – 2$ za 2 litry. Lokalny sok z prawdziwej pomarańczy/jabłek – 5$ za litr. Nachosy Doritos Megapaka – 2$. Cztery małe jogurciki – 4$. Gotowe spaghetti w puszce do odgrzania w mikrofalówce w domu – 2$. OGÓREK SZTUK 1 (słownie JEDEN) – 5 (słownie PIĘĆ) $ !!! Czy to już delikatnie nie zakrawa o zbrodnię na ludzkości? Ja wiem, że zima i w ogóle ale no bez jaj. Owoce i warzywa osiągają tu ceny zawrotne niczym towar luksusowy. Czy tylko milionerzy mogą w NZ kupować sałatę, pomidory, paprykę i banany? Jeden mały pomidorek – 1.5$. Jedna malutka papryka – 2.80$. Czy oni oszaleli?! Identycznie ser i wszystko co jest tu z mleka. Czy tu nie żyje 30 mln owiec i 7 mln krów? To chyba dość sporo, jak na 4.5 mln mieszkańców? Co oni z tym robią? Mleko powinno tu lecieć z prysznica niczym u Kleopatry, a jest droższe niż benzyna w Polsce i oryginalny tusz do drukarek Canona!

Gwoździem do trumny jest PIWO! Piwo, złocisty napój Bogów, chmielowa ambrozja, szyszkowy cud natury! W Polsce, dobre kosztuje z 3-4 złote. Zgadnijcie ile kosztuje tutaj? Pół litra piwa, jedna butelka, kosztuje od 6 do 13 dolarów. Jakieś 15-30zł. Co ciekawe, są ze dwie marki, których sześciopak (ale tylko sześciopak) małych puszeczek kosztuje 10-14$. Wychodzi więc, że jak już, to musisz pić najtańszego sikacza, a i tak płacisz krocie. Wino za to można kupić już za 9$. Butelka piwa niemal w cenie butelki wina. Do tego na każdy alkohol trzeba pokazać paszporty do 25 roku życia, ale tylko wtedy jeśli do kasy podchodzisz we dwie, lub więcej osób. Dziwne, nieracjonalne, głupie, nieuczciwe i bez sensu. Smutek. Wszystko podyktowane jest NIBY polityką anty-alkoholową, choć każdy wie, że zapędy ku prohibicji rodzą jedynie patologię. Jeden gość tłumaczył nam, że na cenę piwa składa się milion podatków i opłat: na firmę, na sprzęt, na materiały, na butelki, na pracowaników, na transport – na wszystko. A na piwa importowane poprostu dowalają ogromną akcyzę. (Heineken 0.33l = 8$) Hmm… no wcale nie podejrzane, że spółki przemysłu winiarskiego przynoszące miliardowe zyski są zwolnione z tych opłat i ich już jakoś polityka anty-alkoholowa nie dotyczy. #NZwikileaks #FreeNZBeer !

#north

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

 

Rozdział 3: Z miłości do tłuszczu i ości

Poniekąd kontynuując poprzedni temat – Nowozelandczycy jedzą jak Brytyjczycy. Czyli źle. Czyli niezdrowo. Czyli tłusto i szybko, trochę taki Fast&Furious. To nie uderza nas jakoś osobiście, bo nikt nam nie każe ich naśladować, ale wciąż… Jak to się mówi „niesmak pozostał”. Wszędzie są te ich potworne Fish&Chips, czyli zadymione ekspresowe smażalnie, gdzie wszystko razem wrzuca się do głębokiego tłuszczu, po czym wyciąga takie perełki jak: kiełbasa w panierce nabita na patyk do trzymania zwana HotDog (raz się na to nabrałem, nie śpię do dziś…), ziemniaki czyli frytki czyli chipsy zalatujące rybą, czy właśnie filet zabity niedawno w morzu, za to zamordowany drugi raz w cuchnącej fryturze. Godzina piąta, cała kolejka ludzi czeka w smażalni nasiąkając powoli zapaszkiem. Starsza miła kobieta zamawia 6 x fish, 6 x chips, 3 x hotdog, 2 x burger, 2 x sos majonezowy i dwulitrową colę. Właśnie wraca z pracy i jej głodna rodzinka już na nią czeka. A, i jeszcze te takie bekonowe pierożki w cieście co jej Brajanek tak lubi! 30 dolarów, dziękuję bardzo. Wszystko zawiniętę w papier tak, że plamy tłuszczu przebijają na drugą stronę. Reklamówka w łapę i do domciu! Gdybym ja tam czekał na nią w tym domu, mówcie co chcecie, matka czy nie matka – ten papier posłużyłby jako motyw na sali sądowej.

Za moich studenckich czasów w Łodzi, był taki chuligański wrzut na murze: „Widzew objada się pampuchami, a potem wygląda tak, jak wygląda”. Pomijając całą agresję, sam przekaz był dość prosty: jesteś tym, co jesz. Kiwusie są Rybami&Frytkami, są Colą&Nachosami, są odgrzewani w mikrofali i kąpią się w tłuszczu. A potem wyglądają tak, jak wyglądają. Przykro mi, ale taka jest prawda. Bardzo dużo osób w ogóle o siebie nie dba. Ani zdrowotnie, ani nawet ubraniowo. Kompletnie się nie przejmują swoim wyglądem. Nie wiem czy to plus, czy minus, kwestia jest dyskusyjna, ale dziewczyny, które tutaj chodzą bez kompletnie żadnych kompleksów, w Polsce nie wyszłyby na ulicę. Jeśli mijasz dziewczynę, która jest zgrabna, ma ładne włosy, cerę, a do tego umie się ubrać – masz 75% szans, że to turystka. A najgorsze jest to, że jeśli już nawet nie kupią obiadu w Rzyg&Chips, i nie kupią gotowego żarcia w supermarkecie, i nie zjedzą czegoś odgrzanego w pracy w mikrofalówce – to pójdą do tych wszystkich takeawayów, kebabów, chińczyków, hindusów, Dominosów, mcDonaldów, Pizzahutów i innych KFC, które są tu dosłownie na każdym kroku bo są tanie i szybkie. Shame on you!

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

 

Rozdział 4: Sami Swoi i Nieswoi

Gdybyś zobaczył taką reklamę: Nasza firma założona w Polsce tworzy 100% polskie produkty dla Polaków! Czy wspominaliśmy, że składamy się z samych Polaków? Dołącz do nas (informujemy, że w 1szej kolejności będą rozpatrywane polskie CV). Co byś pomyślał? Temat rzeka i dyskusja na rok, ale ogólnie rzecz biorąc u nas pewnie wywołałoby burzę, falę krytyki i głosy oburzenia. Zamień każde „Polska, polski, Polak” na „Kiwi, kiwi, Kiwi” i masz zwykłe ogłoszenie jakich tu wiele. Nie zrozumcie mnie źle, nie jesteśmy z tych co wjeżdżają z butami do cudzego kraju i oburzeni demonstrują jak to tu nie fajnie i w ogóle do zmiany. Kiwusie też nie są jakimiś ksenofobami, oni chyba nawet nie wiedzą co to znaczy. Ludzie są przemili, zagadują cię na przystanku, że ich dziadkowie pochodzili z Polski, w piekarni pytają skąd przyjechałeś i czy ci się tu podoba, kierowcy zatrzymują autobus pełen ludzi żeby wysiąść i pokazać ci jak dojść do sklepu, machają ci i życzą miłego dnia, serio, najwspanialsi ludzie jakich poznaliśmy! Tylko. No właśnie, tylko.

Wymyśliłem sobie, że będę czytał lokalne gazety żeby bardziej poczuć tutejszy klimat, poczuć Kiwi od środka. Zbliżają się wybory i praktycznie nie ma numeru bez artykułu o imigrantach, a że w tym roku to tyle wiz, a w tamtym było mniej, a że do pracy za minimalną to zatrudnia się tylko ludzi z zagranicy, a młodzi Kiwusie nie mają potem pracy, a że młodzi wcale się nie pchają do pracy i to dlatego nie ma komu robić, a że młodzi w ogóle są leniwi i ci sprytniejsi i ambitniejsi to wyjechali do Australii, a bo im się nie dało szansy i tak dalej, i tak dalej. Podobno w tym roku Urząd Imigracji wydał ok. 200.000 wiz kiedy bezrobocie wynosi 5% czyli również 200.000, co wywołało dyskusje. Prawda jest taka, że na samym Seeku jest właśnie w tym momencie 151.084 ofert pracy. Druga prawda jest też taka, że Nowa Zelandia ma 3 główne filary gospodarki, dzięki którym może żyć w dobrobycie: Turystyka, Budownictwo i Rolnictwo/Sadownictwo. W każdym z nich ogromną część wykonują turyści, imigranci czy wyszkoleni ludzie zza granicy. To jest trochę tak „Zostawcie nas, sami se poradzimy, nie jesteśmy małymi wyspami na końcu świata! No dobra, tylko żartowaliśmy, wpadniecie? Patrzcie jakie mamy super widoczki! (Tylko się nie zasiedźcie za długo…)”.

#welly

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

 

Odnieśliśmy wrażenie, że Kiwi nie szukają przyjaciół. Oni mają już swoich. Żyją tym swoim rugby, jedzą fish&chips i śmieją się z Australijczyków (nie bez wzajemności). OCZYWIŚCIE, że są przemili i przeserdeczni, powtarzam jeszcze raz. Ale jak na Jej szkoleniu w pracy ogłosili przerwę na lunch, bez słów 3 lokalne dziewczyny zebrały się w szybką grupkę i wyszły razem się poznawać, kiedy Ona została z piątą dziewczyną, Argentynką. Śmieją się, że zostały kumpelkami z przymusu ale coś w tym jest, że najfajniejsi ludzie, z którymi idziesz pograć w piłę, na piwo czy robisz razem obiad to prawie zawsze inni imigranci. 

PROTIP: chcesz poznać najfajniejszych miejscowych, szukaj na AirBnB po niskich cenach. Nie wiem czemu ale my zawsze trafialiśmy tak: droższa cena – zero klimatu, średni kontakt z hostem, śpijcie i spadajcie; tańsza cena – sieeema, skąd jesteście, to jest moja lodówka, to mój telewizor, jak chcecie pograć w karty albo was gdzieś podwieźć to dajcie znać. Aha, uważajcie na psa bo jak go zaczniecie głaskać to już nigdy wam nie da spokoju i będziecie musieli go wyprowadzić!

#hittheroad #nz

A post shared by Rafał Bieńko (@fifarafau) on

 

Podsumowując: Kiwusie są super ludźmi, ale na takim wyższym, politycznym poziomie nie bardzo chcą żebyś się tu osiedlał i czuł jak u siebie. Być może ze strachu, być może z ich kompleksu małego kraju na końcu świata i młodszego brata Australii i tego ich poczucia, że no jak to, przecież są najlepszym krajem na świecie, proszę o nas nie zapominać! Wiza na rok z maksymalnie 3-miesięcznym zatrudnieniem o u jednego pracodawcy skutecznie przeszkadza w zostaniu kimś więcej niż kawiarką, pomocą na budowie czy zbieraczem winogron. Trudno. Wygląda na to, że ten rok spędzimy na zwiedzaniu dokładnie każdego miejsca (a jest co oglądać!), jeżdzeniu autem po krętych drogach, rowerem po leśnych ścieżkach, rozbijania namiotu w górach na południu, wylegiwania się w gorących źródłach na północy, poznawaniu mnóstwa ludzi, imania się różnych prac, a po roku z kupą kasy pojedziemy dalej! Ale to chyba plus, co?

PEACE!

 

PS: Jako, że ja jestem głupi i brzydki, przyszło mi pisanie o minusach. Na szczęście Ona jest mądra i ładna, dlatego namówię Ją na napisanie o Czterech Cnotach Kiwi jak tylko znajdzie chwilę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s